Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!


Odpowiedz 
 
Ocena wątku:
  • 2 Głosów - 5 Średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
The Most Wander: Powrót do Kamiennego Portu
09-11-2015, 10:21 PM (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-11-2016 10:36 AM przez KomuH.)
Post: #1
The Most Wander: Powrót do Kamiennego Portu
Spoiler(Pokaż)
ROZDZIAŁ I

Trafiła kosa na kamień

Biało-niebieskie BMW stawiło się na linii startu. Księżyc rzucał swym blaskiem i oślepiał tych, którzy nie nosili okularów przeciwsłonecznych. Ta noc nie była zwyczajna, nie było cicho, jak zwykle o tej porze. Co chwila dało się słyszeć imię głównego faworyta, które wykrzykiwali jego wierni fani. Łukasz, pseudonim Kosa, stał już przygotowany do wyścigu z właścicielem niemieckiej maszyny. Prawą ręką nerwowo dotykał swojej brody, której nie miał w zwyczaju golić - w ten sposób próbował wzbudzić strach u swoich przeciwników. Organizatorzy ustalili trasę wyścigu w ten sposób, aby nie jechać przez żadne tunele. Nikt nie chciał, by M3 GTR straciło swój spoiler, na którym aktualnie siedziały wrony. Kierowcy opuścili powoli szyby i zaczęli prowadzić ze sobą konwersację.

- Siemanko, ja jestem Kosa, a to jest mój Sikon TC.
- Cześć. Jak wiesz, mówią mi Speed, ale w związku z tym, że się nie znamy, to ty nie możesz.
- Nie szkodzi. Po wyścigu jedziemy z moją kuzynką Ewą na imprezę w centrum miasta. Masz ochotę wpaść z nami?
- Niestety nie mogę, jadę do mamy na obiad, a zrobiła dla mnie kopytka.
- No cóż, może innym razem się zgadamy.
- Jak chcesz, zaraz ruszamy, powodzenia.
- Dzięki.

Kosa nie powiedział mu "wzajemnie". Wiedział bowiem, że gdy będzie mu również życzył powodzenia, to przegra. Tak było zawsze, jednak tym razem miał asa w rękawie. A oprócz tego miał w planach jechać z pomocą pada od Xboxa. Lata treningu w grach komputerowych miały dać mu upragnione zwycięstwo. Bał się. Wiedział, że jego fani liczą na jego dobrą postawę. Krople potu spływały z jego wielkiego czoła.
Na środku drogi pojawiła się kobieta z torbą u boku. To była pani Janina, która chciała przejść przez pasy. Zaraz po niej pojawiła się inna, młodsza, blondynka o jasnych włosach. Swoim wyglądem wywołała niejedną aferę, tym razem miała rozpocząć kolejną, jednak nie ona miała być jej głównym powodem.

Czerwony Scion i niebieskie BMW. Kto by się spodziewał takiego duetu? Nikt, a zwłaszcza nie ich właściciele. W końcu ruszyli. Zaczęła się najbardziej ekscytująca część tej imprezy. Po dwóch minutach Thomas wjechał na metę. Wygrał. Kto by się spodziewał? Każdy, oprócz Ewy, kuzynki Kosy, która czekała na niego. Ten jednak już nie jechał. Do akcji wkroczyła policja i udało się go zatrzymać. Szkoda gościa.

Po tym, jak Thomas wrócił od mamy z kopytek, postanowił pojeździć po mieście, szukając czegoś ciekawego do roboty. Jego uwagę przykuła witryna jednego ze sklepów w Kempton. Zatrzymał swoje BMW na pobliskim parkingu i szybkim krokiem ruszył w kierunku znaleziska. Przyglądając się mu z bliska, dostrzegł to, o czym zawsze marzył. Popatrzył jeszcze chwilę i wrócił do samochodu.

Godzina trzynasta rano. Thomas powoli i ociężale wstaje z łóżka i kieruje się do łazienki. Jak to już miał w zwyczaju - poszedł się umyć. W Ameryce, gdzie mieszkał, budził tą czynnością zachwyt sąsiadów, którzy rzadko korzystali z wody. Zjadł śniadanie, ubrał się najładniej, jak umiał, i wyszedł z domu, by pojechać do Nikki. Myśląc o tym, że znów spotka się z Rudą, siedział za kierownicą i wyraźnie był czymś zmartwiony. Wtedy nagle zerwał się z miejsca, wysiadł z wozu i ruszył pędem do domu. Otworzył drzwi i zobaczył przykry widok. Nie zgasił światła w łazience. Kiedy już naprawił swój błąd, czym prędzej ruszył do Nikki. Po drodze miał okazję zobaczyć się ze swoją najwierniejszą fanką, panią Janiną, która akurat przechodziła przez pasy. Robiła to zawsze bardzo powoli. Wszyscy myśleli, że winą był tu jej wiek, jednak ona miała w tym swój cel - chciała mu się jak najwięcej czasu przyglądać. Traktowała go jak wnuka. Pani Janina kibicowała Thomasowi od jakichś 6 lat, nie opuściła żadnego jego wyścigu. Wiedziała, że jej obecność pomaga "Tomkowi" - jak na niego mówiła - i że kiedyś będzie mogła zasiąść obok niego. Co ciekawe, czasem mówiła jego imię od tyłu, jednak tego nie mógł zrozumieć nikt.

Thomas zjawił się pod domem Nikki. Ruda wybiegła mu na przywitanie w białej sukni, boso, z wiankiem we włosach i koszykiem w ręku. "Znowu chce się dostać w papę" - pomyślał Thomas. Nikki wkurzała go swoim zachowaniem, które, jak na dorosłą kobietę, było po prostu głupie. Miał teraz wielką ochotę ją uderzyć, jednak po kopytkach chciało mu się jeść jabłek, dlatego wziął jedno z koszyka i podziękował.

Zajadając się jabłkami, żartowali między sobą i śmiali się z memów widzianych ostatnio w Internecie. Po 10 minutach rozmowy Nikki postanowiła zboczyć nieco z tematu i wyjaśnić Thomasowi, dlaczego zerwała z nim, gdy był w szpitalu. Zawsze go to zastanawiało, a teraz, gdy Nikki zachowywała się jak idiotka, mógł się wszystkiego dowiedzieć.

- Thomas, powiem ci, dlaczego zerwałam z tobą, gdy byłeś w szpitalu.
- Zawsze mnie to zastanawiało, w końcu będę mógł się wszystkiego dowiedzieć.
- Nie dziwię się.
- No więc mów.
- Jasne. Widzisz to drzewo przed nami? - zapytała, wyciągając lewą rękę przed siebie.
- Nie.
- Thomas, nie rób mi na złość.
- To się odsuń.
- Ach, no tak, wybacz.

Teraz patrzyli razem na to drzewo. Nikki zaczęła swój monolog:

- Każde z nas przed twoim wypadkiem było szczęśliwe.
"No, na pewno" - pomyślał w tej chwili Thomas.
- Byłeś jak to drzewo - silny, twardy, a do tego potrafiłeś utrzymać mnie w dobrej kondycji emocjonalnej. A widzisz, co rośnie na tym drzewie?
- Jabłka przecież.
- O właśnie. Czułam się jak takie jabłko, nieważne, jaki wiatr by wiał i jak mocno by padał deszcz, nic nie było w stanie nas od siebie oderwać. Ale kiedy trafiłeś do szpitala, uznałam, że jesteś jeszcze bardziej jak to drzewo - nie mogłeś się ruszać.
- Jabłka też się nie ruszają.
- Nie przerywaj! Wiesz, co robi się z jabłkami, które są na tyle dojrzałe, że można je zjeść? Dobrze myślisz, zrywa się. Dlatego właśnie postanowiłam pójść do szpitala i zrobić coś, co chyba sprawiło ci przykrość.
- I sama się zerwałaś? - zapytał zaskoczony.
- A czy to ważne?
- No niby tak, bo teraz leżysz na ziemi i gnijesz.
- Dlaczego zawsze się tak czepiasz?
- A to nie ty chciałaś być psychologiem?
- No ja.
- To z takim podejściem dalej będziesz tylko chcieć.

Po tych słowach Nikki poczuła się lekko zgaszona, a Thomas w geście zwycięstwa wyciągnął z kurtki okulary przeciwsłoneczne, założył je i z dumą patrzył w jej stronę.

Zostawiwszy Rudą w lekkim szoku, opuścił jej ogród i wsiadł z powrotem do samochodu. Postanowił teraz pojechać na autostradę biegnącą wzdłuż miasta, aby zrobić sobie większy przebieg. Okolica w tym miejscu była bardzo ładna - krzewy, drzewa, ptaki, na północy autostrady znajdowało się malownicze jezioro, a to wszystko zasłaniał mur. Dlatego podczas jazdy nie mógł się rozglądać - nie bardzo miał za czym. Jedynym widokiem, na jaki zwracał teraz uwagę, była jego twarz, której odbicie widniało w lusterku wstecznym.

Po 3 godzinach jazdy tam i z powrotem Thomas zgłodniał. Postanowił, że dziś jest wyjątkowy dzień - dzień na kebaba. Pojechał do Kempton, gdzie znajdowała się jego ulubiona budka z kebabami. Na co dzień pracował tam Kosa, jednak pod jego nieobecność władzę nad całym biznesem przejęła pani Ewa. Thomas wysiadł ze swojego BMW i pomaszerował w stronę sprzedawczyni.
- Dzień dobry.
- Siemanko, ja jestem Ewa, a to nasze kebaby.
- Serio, ty też?
- O co ci chodzi?
- Nieważne...
- Okej... Co dla ciebie?
- Poproszę kebaba. Dużego. Jestem głodny - rzekł, dotykając się wymownie po brzuchu.
- To dużo wyjaśnia. Proszę poczekać z 2 minutki.
- Nie ma sprawy.
I Ewa odeszła od lady. Thomas korzystając z chwili, zapytał:
- Słyszałem, że coś się ostatnio stało z Łukaszem. Czemu go tutaj nie ma jak zazwyczaj?
- Serio pytasz? Przecież złapali go podczas wyścigu z tobą.

Z Tomka bywał niezły dowcipniś. Doskonale wiedział, że Kosa został złapany i że przez jakiś czas się nie zobaczą. Jednak kontynuował:

- Rzeczywiście. Tyle ostatnio się dzieje, że zapominam o tak oczywistych rzeczach... - wtem zatrzymał swój głos, tak jakby sobie o czymś właśnie przypomniał. - W ciągu ostatnich dwóch dni często widywałem panią Janinę i wyglądało na to, że chyba chciała mi coś przekazać. Kiedy stałem na światłach i miała okazję mnie zobaczyć, podchodziła do moich drzwi, a ja natychmiast odjeżdżałem, nie dając jej dojść do słowa. Tu nie chodziło o to, że się jej bałem... Po prostu ten proces podchodzenia trwał zbyt długo. Ale wracając do tematu - to by sporo wyjaśniało. Widziałem ją przecież przed wyścigiem z Łukaszem... Co jeśli to ona dała cynk policji? Bo kto inny mógłby to zrobić? I pozostaje ostatnie pytanie...
- Jaki sos?
- Co?!
- Pytam, jaki chcesz sos do kebaba?
- Czy ty mnie w ogóle słuchałaś?
- Szczerze? To nie bardzo.
- A może to i lepiej...
- Może i tak - powiedziała, uśmiechając się niepewnie. - To jaki ten sos?
- Daj czosnkowy, i tak nie jadę do Nikki.
- To będzie 5 dolarów.

Po zapłaceniu należnej sumy, Thomas wsiadł do wozu, by delektować się kebabem i odpowiedzieć sobie na ostatnie pytanie, które dotyczyło pani Janiny: jaki miała w tym cel?

Starał się na spokojnie odpowiedzieć na to pytanie, jednak w tym momencie mięso z kebaba spadło mu na tapicerkę i ubrudziło ją sosem. „Kurka wodna” - pomyślał Thomas i pospiesznie zabrał kawałek baraniny. Lata jazdy samochodem z prędkością powyżej 200 km/h wyrobiły jego refleks na tyle, że ubytek podniósł, zanim upłynęło 5 sekund i dzięki temu nie musiał martwić się bakteriami. Tomek jednak nie był osobą, która bała się zarazków. Mieszkając w Polsce, nauczył się wielu technik przetrwania, które przydały mu się w Ameryce. A do tego potrafił też nieźle się bić. Zaimponowało to między innymi Nikki, która uwielbiała ich wspólne bijatyki. Niestety nie pamiętała żadnej z nich. Trzeźwiała dopiero kilka godzin po całej akcji. Pewnego razu Thomas złamał jej również palec u ręki, w wyniku czego po dziś dzień ma go nienaturalnie ułożonego. W tym też czasie zakupiła swojego Forda GT. Jej wymarzony wóz potrafił rozpędzać się do niesamowitych prędkości, radził sobie wspaniale na zakrętach, a do tego pięknie wyglądał. Do czasu, gdy wsiadała do niego Nikki. Jako wielka fanka latania, wyleciała kilka razy z zakrętów i obiła dość poważnie swój wóz. Jednak mogła tu znów wykazać swoją pasję do lotnictwa - przerobiła jego body tak, aby wyglądało jak skrzydło od samolotu. Twierdziła, że dzięki temu stanie się bardziej aerodynamiczny. I faktycznie, tak było, po tych wszystkich błędach i pomyłkach Ruda w końcu zrobiła coś, co miało swój pozytywny aspekt. Wiele osób dziwiło się, jak tak utalentowany kierowca może rozbijać swój wóz na byle zakręcie? Otóż Nikki często traciła panowanie - nie nad samochodem, ale nad samą sobą. Często piła, a to przez to, że dużo imprezowała. Tam też miała niejedną okazję do pokazania swojej miłości do „latania”. Thomas w tym czasie jeździł do mamy na obiady i obgadywał Nikki, co sprawiało mu nie lada radość - prawie tak dużą, jak ta, gdy się wspólnie naparzali.

Tomka wciąż zastanawiała sprawa pani Janiny, która z jednej strony nie wyglądała na osobę zdolną do zrobienia czegoś złego, ale z drugiej - kto inny? Kosa nie miał żadnych wrogów, którzy chcieliby sprawić, by trafił za kratki. Policja sama z siebie nie rusza na patrol o godzinie 1 w nocy SUV-ami i jednostkami federalnymi. To musiał być ktoś, kto miał duże wpływy po drugiej stronie lub po prostu działał „pod przykrywką”.
Thomas, korzystając z okazji, że stał niedaleko budki z kebabami, w której była pani Ewa, postanowił zapytać o jedną ważną kwestię:

- Ewa, chciałbym zapytać cię o jedną ważną kwestię.
- Jasne, pytaj.
- Gdzie znajduje się Łukasz?
- W moim sercu.
- I tam mam go szukać?
- No co ty. Żartowałam.
- Tak więc, gdzie jest? - pytał Thomas z coraz większą niecierpliwością.
- Został przykuty do skały na Lookout Point.
- Dość! Powiedz mi w końcu, gdzie jest! - powiedział ze złością.
- W areszcie, a gdzie mógłby być?
- Ech, w sumie… Ale zapamiętaj sobie - od żartów jestem tu ja.
- A ja świerk.
- Co?
- Nie zrozumiesz, nie wysilaj się.

Thomas odszedł zrezygnowany od budki, przegrał bowiem wojnę na żarty i docinki. W kieszeni jego kurtki znajdowały się wciąż okulary, których używał po wygranej walce, jednak dziś musiały w niej zostać.

Gdy już się otrząsnął, postanowił znaleźć Kosę i z nim porozmawiać. Było jednak już za późno na odwiedziny, areszt zamykano o 18, więc Thomas mógł tylko pomarzyć o rozmowie z zatrzymanym. „Trzeba odłożyć to wszystko na jutro. Nie ma co się śpieszyć” - pomyślał, zamykając drzwi swojego BMW.

ROZDZIAŁ II

Walka z czystością


Po spokojnie przespanej nocy Thomas mógł pojechać do aresztu, by porozmawiać z Kosą. Szybko uporał się z codziennymi czynnościami i już o czternastej mógł pojechać swoim BMW do celu. Podczas jazdy bardzo irytowała go plama od sosu czosnkowego na tapicerce i wiedział, że będzie musiał coś z tym zrobić. Lecz nie teraz na to czas. Dość szybko zjawił się na miejscu i zaczęło się oczekiwanie. Siedział w małym pokoju, wyczekując pojawienia się Kosy. Na szczęście zabrał ze sobą sudoku, które w wolnym czasie lubił rozwiązywać. Był w tym naprawdę dobry, czym zaskoczeni byli jego sąsiedzi, nie posługiwali się bowiem w zaawansowanym stopniu liczbami od 1 do 9. Gdy był na etapie kończenia kolejnej planszy na poziomie trudnym, drzwi w pokoju otworzyły się. Jednak po chwili zamknęły się z powodu przeciągu. Thomas oderwał się na chwilę od swoich łamigłówek, aby zobaczyć, co się dzieje, po czym skończył planszę. I w tej chwili jego oczom ukazał się Kosa - tradycyjnie nieogolony, krótko ścięte czarne włosy, movement gazeli - lubił unosić wysoko nogi podczas chodzenia. Na sobie miał koszulkę bez rękawów i krótkie spodenki, które miały uwydatniać jego mięśnie nóg, a w lewej ręce kubek z herbatą.

- Siemanko, ja jestem…
- Przestań! Słyszałem tę kwestię zbyt wiele razy w zbyt krótkim czasie! - powiedział spokojnie Thomas.
- Okej, okej. Więc co cię do mnie sprowadza? Bo zgaduję, że nie troska.
- No to trafnie zgadujesz. Przyjechałem tu, żeby cię o coś zapytać.
- Słucham - rzekł, przybliżając się w stronę Thomasa.
- Czy plamę z waszego sosu czosnkowego da się wyprać normalnymi środkami piorącymi?
- Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, ale tyle w tym chemii, że wątpię, żebyś dał radę wyczyścić to samodzielnie.
- Rozumiem, dzięki za radę. Mam jeszcze jedną, mniej ważną kwestię - co działo się, gdy policja cię łapała? Nie zauważyłeś może czegoś podejrzanego?
- Dziwne było to, jak mnie złapali. Strzelili czymś w mój wóz i momentalnie spadła moc. Nie mogłem już przyspieszać, dlatego nie miałem szans na ucieczkę.
- Skąd oni mają taki sprzęt? Skąd wiedzieli, żeby z czymś takim się tam zjawić?
- Gdybym tylko wiedział…
- To szykuje nam się grubsza sprawa w takim razie.
- No tak. Jeśli z tym sprzętem wyjdą do innych, świat wyścigowców w Palmont stoi pod wyraźnym znakiem zapytania. Wtedy zostaje nam tylko walka w kanionach, ale i to może nie zdać egzaminu. Tam też mogą nas znaleźć…
- Może wtedy przerzucimy na się na komputery i konsole? - zapytał, uśmiechając się z nadzieją.
- Choć brzmi to absurdalnie, to chyba tak.

Kosa na te słowa bardzo się ucieszył. Jednak Thomas poczuł w sobie pewną pustkę. Mimo dużych zasobów pieniężnych, nie zakupił sobie do tej pory dobrego sprzętu, na którym mógłby w coś pograć. Zanim wyszedł, zadał Kosie ostatnie pytanie:

- Wiesz może, kiedy mają cię wypuścić?
- Muszę czekać na rozprawę. Ale z tego, co wiem, grozi mi nawet do 2 lat pozbawienia wolności.
- Czyli ktoś porządnie cię załatwił.
- Mam nadzieję, że dowiesz się, kto to był.
- To oczywiste, mnie samego ta sprawa bardzo interesuje - zapewnił Thomas, po czym się pożegnał i wyszedł.

Tak naprawdę nie wiedział, co ma teraz robić. Jednak chwila zastanowienia wystarczyła mu do tego, by stwierdzić, że dobrym pomysłem byłoby wejście do swojego samochodu. Tak też zrobił. Po kilku sekundach utkwił swój wzrok we wciąż brudnej tapicerce. „Trzeba się pozbyć tej plamy” - pomyślał, po czym ruszył do pobliskiej pralni chemicznej. Minutę później parkował swoje BMW na parkingu przy pralni. Wszedł do środka i powiedział:

- Dzień dobry.
- Dzień dobry - odpowiedziała mu pani zza lady.
- Przychodzę do was w dość nietypowej sprawie.
- Jeśli nie chodzi o pranie, to rzeczywiście może być nietypowe.
- Tapicerka w moim samochodzie ubrudziła się w sosie czosnkowym i dostałem informację, że sam nie dam rady tego uprać.
- I właśnie od tego jesteśmy my! - rzekła radośnie ekspedientka, myśląc o zdobyciu nowego klienta i zwiększeniu zarobku firmy.
- To ja zostawię u was mój wóz, okej?
- Mmm… dlaczego?
- No przecież jest brudny.
- A nie wystarczyłaby sama tapicerka?
- A nie można samochodu?
- Ach, nieważne, niech pan zostawi samochód - powiedziała ze zrezygnowaniem w głosie.
- To ja wam dam kluczyki, adres mojego domu i zapłacę za to wszystko.
- Kluczyki?!
- No, a jak chcielibyście mi oddać wóz?
- O kurczę… - powiedziała do siebie. - No dobrze, niech tak będzie, nasz klient, nasz pan…
- O, to fajnie, kiedy mogę się spodziewać samochodu z powrotem?
- Myślę, że najwcześniej jutro wieczorem.

W tym momencie Thomas uświadomił sobie, że w związku z jutrzejszą imprezą wyścigową, może mieć problem ze zdobyciem samochodu.

- No cóż, jakoś sobie poradzę. W takim razie będę czekał.
- A nie boi się pan, że możemy z tym samochodem coś zrobić? Komu damy kluczyki? A gdybyśmy go ukradli?
- Z samochodem nic nie zrobicie, bo wiem, gdzie was szukać. Kluczyki zostawcie w pod fotelem kierowcy, a wozu nie ukradniecie, bo jest za bardzo znany w mieście.
- Przyznam, że ciekawie pan to wymyślił.
- Mówi mi to pani, jakbym tego nie wiedział. To ja już będę leciał do domu. Do widzenia!
- A może by tak zapłacić? - zapytała go.
- Ojej, no tak, zapomniałbym.

I jak powiedział, tak zrobił - zapłacił należność i wyszedł z pralni. Do domu musiał wracać na pieszo. Thomas jako człowiek o nieprzeciętnej inteligencji, aby być u siebie szybciej, pobiegł. Popołudnie spędził, odsypiając ostatnie nieprzespane noce. Wstał koło godziny 20 i postanowił ruszyć na miasto. Pojawił się przed nim tylko jeden problem - nie miał czym. Postanowił, że zadzwoni do Dariusza, zwanego też Dariusem. Ciekawe jest to, skąd wziął się ten pseudonim. Dariusza nazywał tak jego kolega David, który - jako człowiek sepleniący się - nie potrafił poprawnie wypowiedzieć jego imienia. Inni, słysząc to, nieświadomie to podłapali i zaczęli mówić na niego Darius. Rozmówca Thomasa powiedział, aby czekał na niego w Kempton, bo miał za chwilę wpaść do pani Ewy na kebaba.
Tak więc Thomas wyszedł z domu i ruszył w stronę Kempton. Na miejscu był po jakichś 20 minutach. W oddali dostrzegł sylwetkę Dariusza, który spożywał kebaba zakupionego kilka minut wcześniej.

- Cześć.
- No cześć - odpowiedział Thomas.
- Wybacz, że kazałem ci iść taki kawał, ale głód był silniejszy ode mnie i musiałem jak najszybciej się tu dostać. Wiesz, jak bardzo lubię kebaby.
- Tak, tak… Nie szkodzi, lubię ruch.
- Więc chciałeś ode mnie pożyczyć samochód, tak? - spytał Dariusz.
- No tak, mówiłem ci to niecałe pół godziny temu.
- No to chodź ze mną.

Thomas poszedł za Dariuszem, skręcili na skrzyżowaniu i po chwili znaleźli się obok niebieskiej Toyoty Supry.

- Mam tym jechać jutro podczas wyścigu?
- A co, nie podoba ci się?
- Podoba, jasne, ale nie moglibyśmy wziąć czegoś szybszego?
- Przestań, twoi rywale też nie mają świetnych wozów, to nie będzie trudne - zapewniał Dariusz.
- No tak. Niemiec w płaszczu, wieśniara z aparatem na zębach i japońska wersja mnie - to nie może być trudne.
- Tak jak mówiłem.
- Dasz kluczyki?
- Jasne, tylko pamiętaj, jedziesz moim wozem. Nie zawiedź mnie.
Dariusz wyciągnął klucze z kieszeni i rzucił je w kierunku Thomasa. Tak, w kierunku, bo wylądowały jakieś 2 metry od niego.
- Ślepy jesteś?
- Nie czepiaj się, mam tłuste ręce od kebaba.

Thomas wsiadł do wozu i odjechał, zostawiając Dariusza samego. „Po tym kebabie ruch mu dobrze zrobi” - pomyślał, zbliżając się do swojego domu.
Jednak będąc już prawie u celu, zauważył znajomą mu posturę. Starsza kobieta szła powoli, oddalając się od domu Thomasa. Gdy usłyszała dźwięk silnika Supry, momentalnie odwróciła się i patrzyła z ciekawością na niebieski wóz.

- Skądś go znam… - pomyślała. - Ach, tak, to Dariusz!

Zawróciła i podeszła do okna kierowcy, który zatrzymał się przy chodniku obok domu. Thomas nie wiedział, czego chce od niego ta staruszka, ale gdy podeszła jeszcze bliżej, poznał ją od razu - to była pani Janina. Co ona robi przy jego domu o tej porze?

Thomas zaczął otwierać drzwi i w tym momencie kobieta spostrzegła się, że kierowcą jest ktoś zupełnie inny.

- Co pani tu robi? - zapytał.
- Em… Wyszłam sobie wieczorem na spacer, przechodziłam tędy, kiedy usłyszałam za sobą dźwięk 2JZ-GTE, więc…
- Czyj dźwięk?
- Tomek, to nie wiesz, jaki silnik ma twoja Supra?
- Niekoniecznie moja, ale bardziej dziwi mnie, skąd pani wie, że ma pod maską taki motor?
- Trochę w tym siedzę i swoje wiem - powiedziała dumnie, poprawiając torebkę. - A dlaczego ta Toyota jest „niekoniecznie twoja”?
- Pożyczyłem od kolegi.
- A gdzie twoje BMW?
- Czemu pani robi mi przesłuchanie?
- Pytam z troski - powiedziała z uśmiechem.
- Co za dużo, to niezdrowo.

Mówiąc to, wyszedł z wozu, zamknął drzwi i ruszył w stronę domu. Powiedział w stronę pani Janiny jedynie suche „dobranoc”, z tego względu, że akurat nie padało. Jej słowa o przypadkowym znalezieniu się w pobliżu jego domu nie przemawiały do niego. Może chciała pooglądać kwiatki w jego ogródku? Może Thomas powinien posadzić dla niej chryzantemy? Może chciała zobaczyć, jak pomalował płot przed domem? Z góry na dół czy z dołu do góry? Może robił to na przemian? Nie miał absolutnie żadnych dobrych pomysłów.

Nadszedł ten dzień. Dzień wyścigu o sporą gotówkę, którą Thomas chciał przeznaczyć na sprzęt komputerowy. Jeśli wyścigi w mieście miały być niedługo zakończone, chciał znaleźć dobrą alternatywę. Tej nocy padał intensywnie deszcz. Ciemne chmury poruszały się leniwie po niebie, a ludzie przechodzili obok domu Thomasa slalomem, tak aby nie wejść w kałuże. Patrzył na to wszystko ze spokojem, stojąc przed oknem na parterze swojego domu. Zamknął oczy, napawając się chwilą błogiej ciszy, kiedy nagle usłyszał głośny gwizd za swoimi plecami. Thomas wiedział już, co się dzieje. Momentalnie odwrócił się i ruszył w stronę kuchni. Zdjął czajnik z kuchenki i zrobił sobie herbatę. Dolał sobie chłodnej wody, żeby się nie poparzyć. Po wypiciu zawartości kubka ubrał się i wyszedł przed dom, uprzednio otwierając sobie drzwi - inaczej nie mógłby wyjść. Potem zamknął je na klucz i podszedł do stojącej kilka metrów dalej Supry. Pojedyncze krople spływały po szybach wozu, tworząc ślady przypominające plemniki. Thomas zaczął przypominać sobie czasy, gdy był mały. Trwało to dłuższą chwilę, więc w pewnym momencie uświadomił sobie, że nie jest ubrany wystarczająco ciepło, aby stać tak na dworze. Dlatego wsiadł do Toyoty, włączył ogrzewanie i znów zaczął odtwarzać w swojej głowie obrazy dzieciństwa.

Wybiła godzina 13. Thomas uznał, że może warto byłoby ruszyć na miasto, by zobaczyć, jak wóz Dariusza sprawuje się na drodze. Skierował się na autostradę nr 142, aby sprawdzić, ile można z niego wycisnąć. Po drodze zajechał na stację benzynową, aby kupić sobie batona. W końcu ruszył, skręcił w prawo i znalazł się na szerokich zakrętach autostrady, które miały go poprowadzić na jej południe. Toyota spokojnie dawała sobie radę przy prędkościach do 150 km/h, jednak potem miała spore problemy z przyspieszaniem, co w wyścigu utrudniałoby mu walkę na prostych. Dojeżdżając do Kempton, skręcił w prawo na zjeździe i zatrzymał Suprę na parkingu przy plaży. Sytuacja go nieco zmartwiła, dlatego otworzył batona i zaczął go konsumować. Wtedy wpadł na genialny pomysł - czemu by nie pojechać do Nikki, może ona dałaby radę zrobić coś z tym problemem? Jak pomyślał, tak zrobił. Pięć minut później był już pod jej domem. Niechętnie wszedł na posesję Rudej, co chwila rozglądając się na lewo i prawo - bał się bowiem, że może na niego wyskoczyć w nowym idiotycznym przebraniu. Na szczęście jego obawy nie miały spełnienia w rzeczywistości. Nikki stała w kuchni, gotując sobie obiad. Ubrana w strój kowboja patrzyła ze zdziwieniem na Thomasa.

- Jak tu ty wszedłeś? - zapytała.
- Drzwiami.
- Tego się spodziewałam, ale czemu wszedłeś bez pukania?
- Nikki, nie jesteśmy już razem, przestań o tym mówić - powiedział ze zdenerwowaniem w głosie. - Wszedłem, to wszedłem, naprawdę chcesz się o to kłócić?
- Nie, nie chcę. Po co tu przyszedłeś?
- Mam do ciebie sprawę.
- Ooo - uśmiechnęła się. - Słucham uważnie.
- Chciałbym, żebyś pomogła mi z wozem, który pożyczył mi Dariusz.
- Myślałam, że chodzi ci o coś ciekawszego, ale dobrze, co się z nim dzieje?
- Mam wrażenie, że samochód przyspiesza gorzej od czwartego biegu. Dałoby coś się z tym zrobić?
- Wiesz, że lepsze przyspieszenie będzie cię kosztować utratę prędkości maksymalnej?
- Przecież to logiczne.
- No dobrze, skoro tego chcesz, to nie ma problemu.
I wróciła do gotowania.
- Wiesz, że mam czas do 21?
- Chcesz to na dzisiaj?!
- Nikki, słuchaj, nie drzyj się na mnie, bo ci strzelę na trzeźwo, mam wyścig, zależy mi na wygranej, chcę komputer, zostaw te gary, zakładaj laczki i zrób coś z tym wozem!
- Dobrze, więc chodź.

Thomas nie miał w zwyczaju krzyczeć na nikogo. Jednak Nikki była inna. Jego krzyk nie działał na nią źle. Wiedziała, że zrobiła błąd, dlatego chciała go naprawić. A podniesiony głos Thomasa jedynie ją do tego motywował. On z kolei uważał to za jej kolejne dziwactwo.

Nikki zajrzała pod maskę i zaczęła oglądać silnik. Thomas w tym czasie zawrócił i poszedł do pokoju się zdrzemnąć. Obudził go dopiero krzyk Rudej jakieś dwie godziny później. Zostawiła zupę na gazie, która zaczęła kipieć i zostawiła sporo od siebie na podłodze. Nikki wleciawszy szybko do kuchni, chciała wyłączyć gaz, jednak jej kapcie nie bardzo lubiły się z zupą, dlatego postanowiły zatrzymać się trochę dalej. Leżała jak długa. Długa jak droga od niej do rozumu. Thomas natychmiast wstał i poszedł do miejsca wypadku. Zastał tam wciąż leżącą Nikki, dlatego ruszył na pomoc i wyłączył gaz. W domu porządnie śmierdziało spalenizną, co o dziwo Thomasa nie obudziło. Ruda uderzyła głową w podłogę, przez co wywołała w jej wnętrzu efekt echa. Tomek stał nad nią i się śmiał. Nikki po kilkunastu sekundach doszła do siebie i podniosła się. Całe plecy miała w plamach od zupy.

- No i strój do wyrzucenia! - powiedziała z żalem w głosie.
- Całe szczęście… Idź do szafy i włóż na siebie coś normalnego.

Jak jej kazał, tak zrobiła. Po pięciu minutach wróciła ubrana po swojemu, czyli dość dziwnie.

- Pokaż mi lepiej, co udało ci się zrobić z Suprą.
- To chodźmy na zewnątrz.
- Dałaś sobie radę ze wszystkim?
- Ja bym nie dała? Wsiadaj do środka.
- No wsiadłem.
- Uruchom wóz - powiedziała, podchodząc do samochodu. - I jedź, sprawdź, jak się sprawuje!

Thomas, wyłączając się już po pierwszym poleceniu, ruszył przed siebie z nadzieją na odczucie poprawy w przyspieszeniu Toyoty. Jednak zawiódł się. Nikki nie poradziła sobie z tą sprawą. Supra jechała tak, jak wcześniej, a do tego śmierdziało w jej wnętrzu koniem. „Co ona tu robiła? Co za babsko… Niczego nie może zrobić poprawnie…” - pomyślał Thomas i wrócił odpocząć do swojego domu. Powrócił do niej po godzinie 20.

- Nikki! - powiedział, wpadając do środka.
Odpowiedziała mu cisza.
- No, gdzie jesteś?! - krzyknął.
- Tutaj! - odpowiedział mu głos z góry.
- No i jak tu z nią żyć normalnie… - powiedział do siebie, po czym podniósł głos w stronę Nikki. - Co ty tam robisz?
- Nie chcesz wiedzieć! I lepiej, żebyś nie wchodził na górę!
- No nie… Wyłaź szybko z tego kibla, mamy do pogadania!
- Co?!
- Wyjdź z tej łazienki!
- Mówię ci, że nie mogę! Jestem zajęta!
- Nikki!
- Co znowu?!
- Nie mogłabyś się z tym, no wiesz, trochę pośpieszyć?
- O czym ty mówisz, Thomas?
- Oj, przecież sama wiesz…
- Posłuchaj, golenie pleców to nie taka łatwa sprawa i nie chcę, żebyś mnie z tym popędzał, bo jeden zły ruch i…
- Dobra, dobra, nie mów mi o tym! - przerwał jej jak najszybciej.
- To dasz mi chwilę?
- Emm… Tak, tak, siedź tam, ile chcesz, ja tu poczekam.

Po kwadransie Ruda zjawiła się na dole. Thomas w tym czasie zjadł kilka herbatników i włączył telewizję. Uważał, że nie powinien był tyle czekać, dlatego chciał, aby to jakoś odpokutowała i zapłaciła większy rachunek za prąd.

- Ile będziesz tu jeszcze siedział? - zapytała go.
- Ty mnie poganiasz? Wyścig jest dopiero za 30 minut.
- Ale jeśli będziemy wcześniej, to zdążymy się przygotować.
- Słuchaj Yeti, emm… przepraszam, Nikki, kazałaś mi na siebie czekać tyle czasu, a teraz uważasz, że mamy się pośpieszyć. Naprawdę?
- Jaka Yeti?!
- Nie czepiaj się, głupie i nieprzemyślane przejęzyczenie…
- To moja osobista sprawa, rozumiesz?
- To po co mi o niej mówiłaś?
- Bo ci ufam!
- Widzę włośnie - powiedział, uśmiechając się pod nosem.
- Tego już za wiele! Jadę tam sama!
- Ej, ej, ej! Nie rządź się tak! Wyjdę z tego domu, kiedy będę miał na to ochotę. Ale masz szczęście, że właśnie teraz mi się zachciało.

Thomas wyszedł z domu Rudej i pojechał do siebie. Ona natomiast została jeszcze chwilę - powyłączała wszystkie urządzenia elektroniczne, pozasłaniała okna i dopiero wtedy opuściła swoją posesję. Toyota Supra zaparkowała pod dostojnie wyglądającym domem, ponieważ pod tym należącym do Thomasa stał jakiś dostawczak.

Thomas wpadł do domu, napił się wody i szybko się przebrał. Po 10 minutach był z powrotem w Toyocie i mógł jechać na miejsce imprezy. Czuł lekkie poddenerwowanie, ale zarazem miał nadzieję, że Supra da sobie radę i wygrana będzie tylko formalnością.

Godzina 21. Thomas jechał w kierunku południowym ulicami Kempton. Z dala słyszał krzyki przemieszane z odgłosami silników i maszyn, które znajdowały się w pobliżu. Wszystkie te dźwięki tworzyły wielką polifonię, w której ciężko było wyłowić jakikolwiek głos. Thomas czuł się, jak gdyby znajdował się w głowie Nikki. Powoli podjechał do stojących już na linii startu samochodów.

Po lewej stronie stał Kenji w swojej zielono-czarnej Mazdzie RX-7. Był on dość ciekawą osobą. Wielu mówiło, że w bagażniku trzyma paczki z ryżem, które - według niego - mają przynosić szczęście. Lubił patrzeć na świat z przymrużeniem oka, chociaż nie cierpiał przegrywać. Szczególnie upodobał sobie grę w chińczyka.

W środku stał srebrno-pomarańczowy Dodge Charger R/T, który był własnością Angie - tutejszego odpowiednika Angeli Merkel, stąd też jej pseudonim. Nikt jej nie lubił, odstraszała wyglądem, a jednak była popularna wśród wyścigowców. Fanka samochodów muscle, która w tej stawce była najbardziej męska. Niektórzy powiadali, że aparat na jej zębach pojawił się po tym, jak uczestniczyła w bójce ze swoim kolegą i niestety przegrała. Przedmiotem sporu miała być puszka napoju energetyzującego, które uwielbiała pić w wolnych chwilach. A miała ich wiele. Była bezrobotna, a rodzice za jej buntowniczość wyrzucili ją z domu. Mieszkała na wielu ulicach, szukając szczęścia. Ciekawostką jest to, że obiecała sobie po każdej przeprowadzce robić jednego dreda, dopóki nie znajdzie wyjścia ze swojej niełatwej sytuacji. W końcu po zrobieniu dwudziestu dredów, trafiła na ulicę, na której poznała Samsona. Wprowadził ją w świat wyścigów, pożyczał swój wóz, aż w końcu mogła kupić sobie swój. Jako że była to 21. ulica z kolei, na której musiała mieszkać, i to właśnie tam odwróciła się jej sytuacja, postanowiła swój team nazwać 21st Street, który współtworzyła z Samsonem.

Po prawej stronie stał srebrno-srebrny z elementami srebrnego Aston Martin DB9. Należał on do Victora, kiedyś będącego w ekipie Młodych Wilków, jednak się zestarzał i go wyrzucili. Jednak wieść o tym nie poszła w zapomnienie, dlatego mówiono na niego Wolf, co po angielsku znaczy właśnie Wilk. Wolf pochodził z Niemiec, gdzie już od małego wpojono mu noszenie długiego płaszcza. Victor był bardzo tajemniczy. Jedyne, co wiedzieli o nim inni, to zamiłowanie do wojen wyścigowych i przeświadczenie, że każdy Polak to złodziej. Właśnie obok niego ustawił się Thomas.

Nikki wyszła na środek drogi z czerwoną torbą u boku. To był znak, że wyścig za chwilę się rozpocznie. Wszystkie cztery wozy prezentowały się niesamowicie w świetle księżyca, który rozświetlał widok. Silniki pracowały głośno, próbując się nawzajem przekrzyczeć. Ruda uśmiechała się do kierowców, jednak Thomas tego nie odwzajemnił. Za bardzo mu dzisiaj zaszła za skórę. W końcu z uniesionymi w górę rękoma zgięła się w pół, co oznaczało, że wyścig się zaczął. Przez dłuższy czas kierowcy jechali bardzo równo, jednak Thomas na zakrętach pokazywał, że jest lepszy, po czym doganiali go na szybszych odcinkach i nie dawał rady im uciec na więcej niż 5 metrów. Prosta przed ostatnim zakrętem. Wozy przekroczyły granicę 200 km/h. Thomas wciąż na prowadzeniu. Jednak jego rywale powoli się do niego zbliżali. W tym momencie kierowca niebieskiej Toyoty postanowił zaryzykować. Przyspieszył, wbił czwórkę i poślizgiem wszedł w zakręt w lewo. Dało mu to kilka metrów przewagi. Jednak widok, jaki ujrzał przy mecie, był co najmniej szokujący. Zewsząd pojawili się policjanci. Thomas zauważył też, że rywale za jego plecami się zatrzymali. W ten sam sposób, o którym mówił Kosa. Przed nim stały radiowozy, z których wysiadali gliniarze i zatrzymywali stojących obserwatorów. Thomas chciał zawrócić i uciekać, ale za jego plecami również pojawiła się policja. Wolf prawdopodobnie nigdy nie słyszał o większej łapance nawet od swojego dziadka. Thomas zupełnie już nie wiedział, co ma robić. Wtem Nikki z torbą podbiegła do drzwi, wrzuciła ją przez okno i sama spróbowała wejść do środka, jednak Thomas jej na to nie pozwolił.

- Chyba cię powaliło! - krzyknął do niej.

I rzeczywiście. Miał rację. Zanim Nikki dała mu torbę, jakiś facet ją przewrócił, a przy wsiadaniu zrobił to po raz kolejny. Thomas był mu za to bardzo wdzięczny. Ruszył, próbując wymknąć się policji, i wtedy zauważył stojącego po prawej stronie Chryslera 300C, za którym była jego jedyna droga ucieczki. „Błagam, odsuń się” - myślał Thomas. I znów mu się udało. Chrysler cofnął się, dzięki czemu Supra mogła bez problemu opuścić miejsce łapanki.

- Co za miły człowiek - powiedział do siebie.

Wiedział, że musi uciekać z miasta, bo policja sobie nie odpuści. Otworzył torbę, w której miał nadzieję, że znajdzie pieniądze, ale było tam coś znacznie cenniejszego dla Thomasa. Znalazł tam bowiem najnowsze numery czasopism sudoku. Bardzo ucieszył się na tę myśl. Ale będąc już w połowie drogi do Silverton, usłyszał dzwonienie telefonu.

- Thomas!
- Co jest, Dariusz?
- Widziałem, co się stało.
- Świetnie. Jakieś rady, co robić?
- Słuchaj, musisz się oddalić, uciec do glin i reszty załóg. Weź mój wóz. No, zjeżdżaj stąd.
- Jak ty się do mnie wyrażasz? Twojej Supry nie wezmę, bo w mieście jest moje BMW, którego tu na pewno nie zostawię. Szukaj jej pod moim domem lub na parkingu pralni chemicznej. Cześć.
- Jakiej pralni?! Przecież… - i w tej chwili Thomas się rozłączył.

Po minucie był już w Silverton. Skierował się w stronę swojego domu, licząc na to, że znajdzie tam zaparkowane M3. Nie było tam jednak niczego oprócz widzianego wcześniej dostawczaka. Nie zatrzymując się, ruszył do pralni i na parkingu przed nią dostrzegł swój samochód. Na szczęście sklep był otwarty do późnych godzin i czym prędzej wszedł do środka, prosząc o kluczyki do BMW. Dostał je prawie natychmiast, ale przy okazji dowiedział się, że tapicerka jest nadal brudna. „No cóż, zrobię to gdzieś indziej” - pomyślał, po czym pożegnał się i wyszedł.

Wsiadł do swojego wozu, włączył silnik i jak najszybciej skierował się w stronę kanionów. Tylko tak mógł uciec z Palmont. Tak jak Nikki nie wiedziała, po co żyje, tak teraz Thomas nie miał pojęcia, gdzie jechać. Zdał się na los i postanowił jechać przed siebie.

ROZDZIAŁ III

Tomek w krainie hamburgerów

Lewo, prawo, trochę prosto, prawo, lewo, lewo, prawo, znowu prawo, a teraz lewo, odrobinę w górę i lewo. Thomas jechał swoim BMW drogami w kanionie na północy Palmont. Minęło jakieś 15 minut od niefortunnego zakończenia wyścigu. Jedyny uciekinier z tego całego zajścia zmierzał właśnie w kierunku magistrali US 84, którą to miał oddalić się jak najdalej od miasta. Postanowił wyłączyć telefon, aby policja nie miała szans na namierzenie go. Z tego też powodu nie mógł odebrać telefonu od Nikki, która próbowała się do niego dodzwonić. Chciała się spytać, czy wraca, a jeśli nie, to czy będzie mogła wziąć jego okulary przeciwsłoneczne. Testowała lateksowy strój agentki i nie wiedziała, jak będzie to razem wyglądać.

Thomas z całego tego stresu trochę zgłodniał i postanowił skoczyć do jakiegoś sklepu, by się zdrowo najeść niezdrowym jedzeniem. Po następnych 30 minutach jazdy dotarł do miejsca, gdzie droga nr 84 stawała się drogą nr 64. Niedługo potem trafił do miasta Chama i uznał, że warto się tam zatrzymać, by coś zjeść. Wstąpił do Subway’a i będąc punktem zaczepienia wzroku większości klientów, poprosił o kanapkę, ale pod żadnym pozorem nie może mieć ona sosu czosnkowego. Zapłacił za nią, wyszedł ze sklepu i wsiadł do samochodu. Nie wiedział tylko, dlaczego ludzie wciąż patrzą na niego z takim zdziwieniem. Co mogło być dziwnego w torowym BMW zaparkowanym pod barem z fast foodami? Zwłaszcza, że o tym samochodzie było dość głośno w okolicy? Thomas nie miał pojęcia. Zjadł kanapkę i pojechał na zachód.

Drogi były puste o tej porze, księżyc rozświetlał drogę, a Thomas nie wiedział, dokąd może jechać. Dookoła siebie miał tylko drzewa, które rosły tak gęsto, jak włosy na plecach Nikki, i malownicze wzniesienia, na które mógłby patrzeć godzinami. Ale nie mógł. Prędkość, z jaką się poruszał, była tak wysoka, jak położenie spodenek na nogach Kosy. Thomas lubił korzystać z mocy swojego samochodu, zwłaszcza, że miał na tym polu miejsce do popisu. W okolicy miasteczka Lumberton teren się nieco wyrównał i można było w spokoju podziwiać widoki, na co czasu nadal nie miał kierowca BMW. Bo trzeba szybko. Jakby do kogoś pędził. On po prostu tak lubił. Sam uważał, że to dziwne, ale nawet z tym nie walczył.

Po kolejnej godzinie jazdy dotarł do miejscowości Shiprock, gdzie postanowił się zatrzymać na jakiś czas. Policji nie było ani widu, ani słychu, dlatego uznał, że nie ma się czym przejmować. Zaparkował przy McDonaldzie znajdującym się obok drogi nr 491 i wszedł do środka. Zamówił hamburgera i czekał na otrzymanie posiłku. Patrzył przez okno, zastanawiając się nad swoją najbliższą przyszłością. Nie miał bladego pojęcia, co go czeka. Ze stanu zamyślenia wyrwał go głos mężczyzny, który właśnie usiadł obok niego.

- To twój wóz? - zapytał go.
- Tak, a dlaczego pytasz?
- Przykuwa uwagę. Rozumiem, że nie jeździsz nim tylko po chleb do sklepu?
- To oczywiste, że nie. Czasem kupuję mleko, jajka, jakieś chrupki i inne rzeczy.
- Nie, nie - odpowiedział z uśmiechem, po czym przysunął się w stronę Thomasa - Ścigasz się?
- Aktualnie nie. Ale na co dzień tak. Jestem z Palmont i tam zwykłem się ścigać, jednak musiałem uciekać przed policją jakoś ponad godzinę temu i jadę bez celu przed siebie.
- Bez celu?
- Tak, chyba, że masz jakieś propozycje.
- Słuchaj, wybacz, że się w ogóle nie przedstawiłem. Jestem Neville, a tamta czarno-niebieska Brera należy do mnie - powiedział, wskazując swoim grubym palcem w stronę szyby.
- Thomas jestem. To co masz do zaoferowania?
- Od jakiegoś czasu mieszkam w San Juan i nie miałem pojęcia, że w Palmont odbywają się wyścigi na taką skalę. Pochodzę z okolic Phoenix i wiem, że kiedyś tam odbywały się różne imprezy wyścigowe. Mógłbyś tam pojechać i się sprawdzić.
- Czemu by nie. A powiedz, dlaczego znalazłeś się w takiej odległości od San Juan?
- Mieszkam tam od niedawna i szukam w okolicy ciekawych restauracji z fast foodami. Nigdzie niczego fajnego nie było, aż znalazłem się tutaj. Nie wychodzę stąd od jakichś 5 godzin, wydając zarobione ciężko pieniądze.

Thomas wstał z miejsca i poszedł po swoje zamówienie. Gdy wracał z powrotem, Neville’a już nie było. To go nieco zaskoczyło. „No przecież siedział tu przed chwilą, co za gość” - pomyślał. Jednak zajadając się największym wynalazkiem Ameryki, spostrzegł po swojej prawej stronie kilka osób pośpiesznie wychodzących z toalety, które zatykały różnymi częściami garderoby swoje nosy. Dla Thomasa wniosek był oczywisty, ale teraz nawet nie chciał o tym myśleć. Odurzająca woń uderzyła również w jego nozdrza. Nawet nie próbował zachłysnąć się tym skażonym powietrzem, więc jak najprędzej opuścił lokal.

Wsiadając do swojego wozu, obmyślał w głowie trasę przejazdu do Phoenix, gdzie, jak wspominał niedawno poznany Neville, miały odbywać się wyścigi. W końcu ruszył. Szybko wydostał się z miasta i znalazł się znów na drodze nr 491. Dookoła było pusto. Thomas przypomniał sobie znów o istnieniu Nikki, jednak tego szybko pożałował. Nie była tego zwyczajnie warta.

Jego życie zaczęło prawdopodobnie nowy rozdział, kiedy opuścił Palmont. Zdawał sobie sprawę z tego, że szybko tam nie wróci, o ile w ogóle. Wcisnął pedał gazu jeszcze mocniej, chcąc czym prędzej opuścić ten przerażający ogrom piasku i skał.

***

- Uspokój się!
- Jak tu się nie denerwować?
- Wiem, że robimy to już od jakichś dwóch godzin…
- No właśnie! Robię się trochę niecierpliwa!
- Poza tym mógłbyś trochę przyspieszyć?
- Nie, szkoda mi gum.
- Człowieku, jestem mokra od dłuższego czasu, zrób, co masz zrobić, i odwieź mnie do domu!
- No to gdzie on stoi?!
- Może szukasz w złym miejscu?
- Thomas mówił tylko o jakiejś pralni…
- Teraz mi to mówisz?!
- Nikki, uspokój się, zapomniałem o tym!
- Nie krzycz na mnie, idioto! Najpierw zmokłam na deszczu, bo twój „kolega” musiał uciekać moim wozem i zostałam sama, a teraz ty próbujesz znaleźć ten swój głupi samochód w tym małym mieście! Co z tobą jest nie tak?!
- Nik…
- Nie odzywaj się! Jedź do tej pralni w Silverton i odwieź mnie do domu! Czemu ja się na to zgodziłam…
- Okej, ale wiesz co?
- No?
- Zdaje mi się, że ta ucieczka Thomasa nie była przypadkowa.
- A skąd niby ten wniosek?
- Dlaczego uciekł? Tak bez powodu nikt go nie łapał?
- Ech, no właściwie to dziwne…
- Właśnie. Widziałaś samochód policji, który zjechał mu z drogi, gdy próbował uciekać?
- Nie bardzo. Leżałam wtedy na ziemi, bo jakiś pajac mnie przewrócił… Chciałam wsiąść do jego wozu.
- Mojego wozu, chciałaś powiedzieć.
- A czy to ważne? On prowadził. Udało mi się jedynie wrzucić do środka torbę z pieniędzmi.
- I odjechał?
- No tak. Nawet nie zaczekał. Dariusz, to może składać się w logiczną całość. Zadzwonił po policję, mówiąc, że w mieście ma być wyścig, zapłacił im za to, by go nie złapano i uciekł z pieniędzmi.
- Widzę, że nie tylko ja to zauważyłem.
- Tak, nawet pamiętam, że podobny manewr wykonał w wyścigu z Kosą, tym dziwnym gościem od kebaba.
- Kosa? Ach, tak, pamiętam, to było tak niedawno…

***

Na horyzoncie dostrzec już można było światła budynków znajdujące się w Phoenix. Miasto to nocą nie zwykło spać, wręcz przeciwnie - stawało się coraz jaśniejsze, gdy niebo ciemniało. Thomas nie miał bladego pojęcia, gdzie może szukać jakichś wyścigowców. Jedynym rozsądnym rozwiązaniem była przejażdżka po mniej uczęszczanych ulicach tego miasta, tak długa, aż ktoś go w końcu zauważy. Kiedy był w Palmont, większość osób zwracała uwagę na potwora, którego miał pod swoim panowaniem. Nikki nie lubiła, że ludzie tak ją postrzegali.

Thomas w pewnym momencie uznał, że trzymanie się głównej drogi nie doprowadzi go do upragnionego celu. Znajdował się w dzielnicy Mesa. Przemierzając powoli każdą z przecznic, szukał jakichkolwiek śladów na istnienie nielegalnego życia. Po jakichś kilkunastu minutach był już w Chandler, gdzie zdawał się słyszeć jakieś znane mu dźwięki. Jadąc na zachód, mógł je słyszeć coraz głośniej, aż w końcu zobaczył ich źródło. Po okolicy jeździł samochód z lodami. Kierowca BMW nie mógł nie skorzystać z zaistniałej okazji, dlatego czym prędzej dogonił zauważony pojazd, zajechał mu drogę i w efekcie go zatrzymał.

- Dobry wieczór. Dla mnie będą dwie gałki czekoladowe - powiedział z uśmiechem, gdy podszedł do boku pojazdu.
- Taki koń jak ty? Poważnie? - zapytał starszy pan z wąsem.
- Uwielbiam lody!
- Nie wierzę… Dobra, masz to, czego chcesz, nie płać nawet, po prostu daj mi jechać do domu…
- Ooo, dziękuję! To takie miłe! - powiedział Thomas, oddalając się powoli od pojazdu.

„Powinienem naprawić ten dzwonek, to mi nie da żyć…” - myślał sobie pan lodziarz. Thomas tymczasem zjechał swoim wozem na pobocze i zaczął się zajadać. Był przy tym bardzo uważny - nie chciał przecież jeszcze bardziej zabrudzić wnętrza swojego wozu. Chwile tej euforii przerwał jednak widok w lusterku wstecznym radiowozu, który powoli zbliżał się do BMW. Thomas wiedział już, co się dzieje. Lody w samochodzie na poboczu nie są mile widziane. Wsadził sobie wafelek w usta i jak najszybciej ruszył z miejsca. Gdyby policji udało się ustalić jego tożsamość, miałby spore problemy. Z drugiej jednak strony widzieli już jego samochód, dlatego tym bardziej mógł zostać rozpoznany. To najwyraźniej była pora na opuszczenie miasta. Thomas skierował się na południe drogą nr 87, przy Queen Creek Road skręcił w prawo i mijając lotnisko po swojej lewej stronie, trafił na drogę nr 347, która - według drogowskazów - miała go wyprowadzić poza miasto. Silny ból zębów sprawił, że Thomas musiał wyciągnąć lód z ust. Cierpiał prawdopodobnie na nadwrażliwość dziąseł. To był znak, aby zmienić pastę do zębów.

Nie było słychać syren policyjnych, więc kierowca BMW mógł odetchnąć ze spokojem. Zresztą radiowóz nawet ich nie włączał. To Thomas uciekł bez przyczyny. Teraz razem ze swoim wozem i lodem kierowali się na zachód, w kierunku stanu Kalifornia.

Dochodziła godzina czwarta. Thomas, będąc już zmęczonym podróżą, postanowił zjechać na pobocze i się przespać. Choć na chwilę. Zatrzymał wóz, zamknął oczy i wkroczył do krainy snu.

- Oddaj!
- Nie!
- No proszę cię!
- Powiedziałem nie!
- Thomas, nie rób tak!
- Będę!
- To moja ostatnia!
- W takim razie świetnie!
- Jak możesz?
- Bo jesteś wariatką!
- Będę ubierać się, jak chcę!
- Naprawdę?! Suknia z mięsa? To jest to, czego chcesz?!
- Wiem, że to może głupie, ale tak będą ubierać się kiedyś celebrytki! Oddaj!
- Nie!

Thomas nagle się obudził. „To wszystko było tylko koszmarem. Całe szczęście…” - przeszło mu momentalnie przez myśl. Jednak widok Nikki ubranej w wieprzowinę niewątpliwie pozostanie w jego głowie przez jeszcze długi czas. Z drugiej strony było to doskonałym sposobem powrotu do zupełnej trzeźwości. Nie tracąc więcej czasu, ruszył w dalszą drogę. Dookoła otaczały go setki hektarów piasku, a przed nim i za nim dwie ciemne nitki asfaltu. W Arizonie minęła godzina dwunasta. Ale ponieważ Thomas wjechał do Kalifornii, to jedenasta. Jazda przed siebie przestała mu sprawiać przyjemność. Przecież żaden policjant nie zwracał na niego uwagi. Najwyraźniej sobie odpuścili.

Po kolejnej godzinie trafił do San Diego.

- Bardzo ładne miasto - powiedział.

I pojechał dalej. W tytule książki nie ma San Diego. Dziwnym trafem skierował się na północ. Tak mu podpowiadały w nocy gwiazdy. I nagle przed jego oczami pojawił się napis „Rockport”, co w wolnym tłumaczeniu znaczy „Kamienny Port”.

ROZDZIAŁ IV

Czarno nad białym


Tomek znalazł się w dzielnicy Gray Point. Jadąc przez kolejne ulice tej części miasta, poczuł się dość dziwnie. Jakby jego świat obrócił się o 90 stopni w lewo. I, jak wcześniej kierował się na zachód, teraz jechał w kierunku południowym. Ciekawa sprawa, jednak tak było, naprawdę. Po wyjeździe z tunelu skierował się w stronę rafinerii, by znów przejechać przez tunel i jechać w kierunku przeciwnym do rafinerii. Tak dotarł do Ocean Hills. Po jego lewej rozciągał się wspaniały widok na ocean, a po prawej - na wzgórza. Stąd nazwa - Ocean Hills, co znaczy Oceanowe Wzgórza. Było to jedno z najpiękniejszych miejsc w Kamiennym Porcie. Zakochane pary mogły chodzić na plażę, by oglądać zachody słońca, a ci samotni mogli siedzieć w domu i objadać się lodami.

Tomek wciąż nie wiedział, dokąd zmierza, ale miał pewność, że w tym miejscu jest coś, co potrafi zatrzymać człowieka na długo. Na skrzyżowaniu skręcił w lewo i znalazł się na malowniczej drodze, która prowadziła między wodami oceanu. Zdziwił go fakt, że wszystkie samochody jechały w tym samym kierunku, a on sam pędził swoim BMW po lewej stronie drogi. Minął białe Porsche 911, potem jeszcze raz, tym razem jadące w przeciwnym kierunku i wjechał na most, który szeroką drogą miał go poprowadzić w stronę doków. Jednak zauważył, że nie był na tej drodze sam. Za spoilerem swojego wozu udało mu się dostrzec czerwoną Mazdę RX-8, która w pewnym momencie zaczęła jechać z nim zderzak w zderzak. Za jej kierownicą siedziała jakaś kobieta, która uśmiechnęła się w jego stronę i przyspieszyła. Była piękna, może nawet idealna. W głowie Tomka pojawiła się w tym momencie myśl: jechać za nią czy zaciągać ręczny? Wybrał pierwszą opcję i jadąc za właścicielką RX-8, trafił do wcześniej wspomnianych doków. Trochę poskakali, z ich samochodów poleciało parę iskier i nagle znaleźli się w Downtown.

Tomek wiedział, że bodykit samochodu i tej kobiety był godny uwagi, dlatego nie poddawał się i wciąż utrzymywał dobre tempo. W końcu zatrzymała się. Czerwone światło na sporym skrzyżowaniu dało szansę na rozmowę, z której Tomek nie zamierzał nie skorzystać. No ale nie. Z naprzeciwka wyjechała czarno-biała Corvette, która zatrzymała się prostopadle do Mazdy i BMW (nie mamy pewności, czy samochód ten stał pod kątem 90 stopni względem tej dwójki, jednak musimy potraktować to jako zaokrąglenie, ponieważ człowiek nieobeznany z matematyką nie zauważy różnicy tych kilku, jakże nieistotnych stopni).

Kierowca Mazdy szybko oddalił się z miejsca zatrzymania, jednak rozproszony Tomek nie miał takiego refleksu. Z wnętrza Corvetty, na której można było zauważyć naklejki policyjne, jak i światła, wysiadł czarnoskóry człowiek, w czarnych okularach przeciwsłonecznych i czarnym afro.

„Shaggy? No nie… będzie rapował…” - pomyślał Thomas.

Policjant szedł w kierunku BMW, a razem z nim jakiś czarnowłosy stwór ubrany jak Nikki, ale w wersji jeszcze do przełknięcia. Ten pierwszy znalazł się obok drzwi kierowcy i z wyciągniętą lewą ręką, w której prezentował swoją rangę w policji (z tego, co zauważył Thomas, miał sierżanta), oparł się o drzwi i zaczął mówić:

- Hyhyhy, stary, wybrałeś złą ulicę do wyścigów - powiedział, rozglądając się na lewo i prawo. - Ładny wózek. Kontrolki, dźwignie, kiera… To wszystko na pokaz czy masz tu coś, o czym powinienem wiedzieć?

Thomas milczał. Wciąż był lekko oszołomiony spotkaniem z właścicielką Mazdy. W tym czasie za plecami Shaggy’ego pojawiła się ta jego dziwna współpracownica.

- Chciałabym zerknąć… pod maskę - powiedziała, ściągając okulary.

Wyglądało na to, że Tomek trafił na muzyka i zboczeńca, którzy pracowali w policji. Czuł się teraz jak przy Nikki, z tą jedynie różnicą, że nie była ona policjantką i nie miała nic wspólnego z muzyką.

- Dobry pomysł. Powiem ci, co się stanie - powiedział, nie dość, że muzyk i policjant, to jeszcze zboczeniec i wróżbita. - Zabierzemy twój wóz, rozbierzemy go na kawałki i sprawdzimy, czy ma homologację.

Odwrócił się w stronę swojej koleżanki i powiedział:

- Powiedz, są jakieś szanse, że ją ma? Ściągnij tu lawetę - rzekł, nie oczekując nawet na odpowiedź.
- Wygląda na to, że dla ciebie zabawa w wyścigi się zakończyła - powiedziała kobieta ze świdrującym wzrokiem skierowanym w stronę Tomka, po czym odwróciła się i odeszła.

Nie wiedział, co począć. On się nawet nie ścigał. Co prawda chciał, ale tego nie robił. Coś mu cały czas odbierało mowę.

- Zdradzę ci taki mały sekret. Wyścigi uliczne w Kamiennym Porcie są już zakończone - powiedział policjant. - Mam śliczną, małą niespodziankę, która rozwali wasze towarzystwo. Od środka.

Po czym zaczął otwierać drzwi BMW. Dla Thomasa było to jednoznaczne - zboczeniec chce go wyciągnąć z wozu i pokazać mu małą niespodziankę.

- A teraz wyłaź z wozu! - powiedział nerwowo i podrapał się po broni.

I stał się cud. Z radyjka, które miała przy sobie koleżanka Czarnego (z tego względu nazwijmy ją Czarna), zaczął dobiegać głos.

- Uwaga, jednostki prowadzą szybki pościg za licznymi pojazdami, które w agresywny sposób unikają zatrzymania. Jednostki z okolicy zostały wysłane naprzód, celem zapewnienia wsparcia.

Brygada Black & Black była w niemałym szoku. Czarna rzuciła groźne spojrzenie w stronę Tomka, a Czarny trzasnął drzwiami dwukrotnie i powiedział jedynie:

- Następnym razem… nie będziesz miał tyle szczęścia.

Po tych słowach włożył swoją prawą rękę do kieszeni spodni i wyciągnął z niej klucz, którym przejechał po karoserii samochodu, zarysowując ją. Zrobił przy tym minę, która miała okazywać zachwyt i dumę z wykonanego czynu.

- Ładny wzorek - tymi słowami zakończył dialog, w którym udział brał tylko on i odjechał z Czarną. Thomas też. Ale sam.

BMW ruszyło w kierunku Gray Point, skąd przyjechało do tego miasta. Niebo pociemniało i zaczął padać deszcz. Czyli Kamienny Port w swoim najlepszym wydaniu. Tomek zdał sobie sprawę, że jeśli chce tu zostać, musi przynajmniej na razie znaleźć jakiś nocleg. Na zachodzie Gray Point znajdowało się coś w stylu campingu, jednak tekstury budynków nie były dla nikogo dobrze widoczne. Wina pogody. Kierowca M3 zaparkował samochód pod zadaszeniem i sam poszedł załatwić wszelkie formalności. Jednak tu znów we znaki dała się niezdolność do mówienia. Wszystkie swoje kwestie zapisywał na kartce, jednak koniec końców odniósł sukces. Wszedł do środka, zamknął drzwi i położył się na niezbyt zadbanym łóżku. Wykończony podróżą, zasnął.

***

- Po co dzwoniłeś?
- Bo dzwonił do mnie Tomek.
- Naprawdę?
- No tak, serio.
- Taaa, więc co mówił?
- Powiedział mi, że wyjechał z dala od miasta i nie zamierza tu już nigdy wracać. Przyznał się do tego, że zabrał pieniądze i przeznaczy je na swoje nowe życie.
- Poważnie?!
- Tak. Nie chciał, żebym wspominał o tym komukolwiek, ale uważam, że powinnaś wiedzieć o takich rzeczach.
- I bardzo dobrze. Niech się tu oszust więcej nie pokazuje!
- Uspokój się. Nie mówił mi, czy policja to była jego sprawka, ale podejrzewam…
- …że skoro wpadł na to, by zabrać kasę, zrobił i to.
- Właśnie.
- Ale to zupełnie niesprawiedliwe. Wolf, Kenji i Angie siedzą teraz w więzieniu, a on się dobrze bawi za ich pieniądze.
- Nikki, jego już tu więcej nie będzie, nie przejmuj się, to zakończona historia.

***

W krainie wiecznej jesieni i nigdy nie zapadającej nocy ze snu wybudzał się właśnie Tomek. Efektem całej ekscytacji i stresu związanych z przyjazdem w nowe miejsce był głód. Zupełnie zapomniał cokolwiek zjeść. W swojej mądrej głowie sporządził plan, który polegał na doprowadzeniu swojej twarzy i ubioru do stanu wyjściowego.
Postanowiwszy, że tym razem wybierze się na pieszą wycieczkę, zabrał ze sobą portfel, okulary przeciwsłoneczne (Kamienny Port był znacznie jaśniejszy niż Palmont) i telefon. Po wielu kilometrach spędzonych na chodzeniu w te i we w te udało mu się odnaleźć swój cel. Natychmiast wszedł do budynku, nad którego drzwiami widniał ogromny szyld z napisem „Burger King”.

Najedzony Tomek uznał, że dzisiejszy dzień spędzi spokojnie w wynajętym mieszkaniu - musi przetrawić na spokojnie to, co się stało przed kilkoma dniami, a także posiłek, który zjadł przed chwilą. Ruszył więc ociężałym krokiem w stronę Gray Point, obserwując, jak na niebie pojawia się coraz więcej ciemnych chmur. Oczywiście nim doszedł, rozpadało się na dobre. Przemoczony do suchej nitki nie miał już na pewno zamiaru nigdzie się ruszać.

Położył się na łóżku i patrzył bezmyślnie w sufit. W tej chwili rozpoczęło się intensywne filozofowanie. Co się stało podczas tego wyścigu? Jakim sposobem policja wiedziała, kiedy dokładnie się zjawić? Dlaczego policjant w Chryslerze dał mu swobodnie uciec? Dlaczego w torbie z pieniędzmi nie było pieniędzy? Na żadne z tych pytań nie miał logicznej odpowiedzi. Ktoś chciał wsadzić go do więzienia razem w Wolfem, Kenjim i Angie. W tej całej układance brakowało jednego elementu. Nie mógł go znaleźć, choć właściwie nie musiał. Trafił do innego miejsca, w którym życie nielegalnych wyścigów istnieje i, jak się przekonał, ma się dobrze. Rozważania o tym, co zostawił za sobą, do niczego by nie doprowadziły. Otworzył torbę, wyciągnął jedno z czasopism sudoku i zaczął rozwiązywać najłatwiejsze plansze.

Dwie godziny potem mimowolnie zasnął. Niestety nie miał szczęścia - z wielu rodzajów snu trafił na ten najgorszy.

- Tomek! - usłyszał z oddali głos, który donośnie brzmiał w ogromnej przestrzeni hali supermarketu.

Podążył za jedynym źródłem dźwięku, właściwie nie miał większego wyboru - sny rządzą się swoimi prawami. Biegł, omijając kolejne alejki, a głos stawał się coraz głośniejszy i wyrazistszy. Wtem zauważył go - faceta, dość wysokiego, dobrze zbudowanego, o zielonych oczach i rozmiarze buta 43. Jednak najciekawsze było to, że ubrany był w strój butelki sosu czosnkowego - najprawdopodobniej reklamował jeden ze znanych w Kalifornii produktów. Tomek stanął w miejscu, nerwowo zaciskając pięści.

- Tym razem ci się nie uda! - powiedział, zaciskając zęby - miał chyba na celu pokazanie, jak poważna jest ta sytuacja.

Ruszył w jego stronę, po drodze sięgając po butelkę sosu konkurencyjnego producenta. Otworzył ją, skierował w stronę nadal stojącego przeciwnika i nacisnął z całych sił.

Nic się nie stało.

"Zapomniałem oderwać to aluminiowe zabezpieczenie..." - rzucił do siebie w myślach.

Pozbył się go i powtórzył wcześniejsze czynności. Tym razem znaczna ilość sosu wylądowała na stroju oponenta. Zaczął krzyczeć i machać rękoma. Więc Tomek zrobił to ponownie. Facet najwyraźniej bał się konkurencji, bo zaraz po drugim tryśnięciu uciekł.

- Widzisz, jaki to ból! - zakrzyknął Tomek w jego kierunku.

Stał dumnie, dzierżąc w swej ręce półlitrową butelkę. Już miał zakładać swoje okulary, kiedy światła w sklepie zgasły. Tomek leżał nadal w swoim łóżku. Obudził się w środku nocy z powodu przerażającego snu. Uświadomił mu on jednak powagę problemu brudnej tapicerki. "Coś z tym zrobię, jak najszybciej" - i z tą myślą zasnął ponownie.




Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
09-11-2015, 10:52 PM (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-11-2015 10:55 PM przez GregoryHause.)
Post: #2
RE: The Most Wander: Powrót do Kamiennego Portu
Zaczepiste Big Grin a tytuł doprowadził mnie do łez Smile (łez ze śmiechu, nie ze smutku Tongue) czekam na kontynuacje Smile
Spoiler(Pokaż)
A więc Kemot jest bohaterem NFSów MW i C? Wow, teraz naprawdę dam mu suba Big Grin
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
10-11-2015, 06:16 PM
Post: #3
RE: The Most Wander: Powrót do Kamiennego Portu
Świetne Big Grin

Wysłane z mojej Nokii 3410 przy użyciu Tapatalka.

"Historia to nie fakty, to tylko wersja zwycięzców
W świecie manipulacji i nieświadomych, podatnych na to jeńców..."

Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
10-11-2015, 06:24 PM
Post: #4
RE: The Most Wander: Powrót do Kamiennego Portu
Mała aktualizacja - Thomas rozmawia z Nikki.

Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
10-11-2015, 06:39 PM
Post: #5
RE: The Most Wander: Powrót do Kamiennego Portu
"założył okulary przeciwsłoneczne i z dumą spojrzał w jej stronę"
Haha Big Grin to opowiadanie zawsze będzie poprawiało mi humor Smile
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
10-11-2015, 07:07 PM
Post: #6
RE: The Most Wander: Powrót do Kamiennego Portu
No to chyba polecę z tym dalej, bo aż mi się przyjemnie takie głupoty wypisuje Big Grin

Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
10-11-2015, 07:26 PM
Post: #7
RE: The Most Wander: Powrót do Kamiennego Portu
KomuH właśnie osiągnął mistrzostwo w trollingu xD To opowiadanie jest świetne. Pisz dalej. Obowiązkowo Smile
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
10-11-2015, 09:17 PM
Post: #8
RE: The Most Wander: Powrót do Kamiennego Portu
Jakby nie patrzeć to to nie jest troll, tylko własne opowiadanie oparte na książce MW:PdRP Smile
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
12-11-2015, 07:42 PM (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12-11-2015 08:34 PM przez KomuH.)
Post: #9
RE: The Most Wander: Powrót do Kamiennego Portu
Mała aktualizacja - Thomas je, bo jest głodny.

Edit: I bardzo dziękuję za dobre słowa, to motywuje Smile

@down: Trzeba wprowadzić małą zagadkowość do tego wszystkiego Wink Ale będę wrzucać co tydzień chyba, bo jakbym miał tak codziennie dawać po kilka zdań, to to się mija z celem...

Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
12-11-2015, 08:25 PM (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12-11-2015 08:26 PM przez GregoryHause.)
Post: #10
RE: The Most Wander: Powrót do Kamiennego Portu
Emocje rosną, fajnie że dodałeś motyw detektywistyczny Wink
Spoiler(Pokaż)
"czosnkowy poproszę. I tak nie jadę do Nikki" - rozwalasz system, gościu Big Grin Big Grin Big Grin
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Odpowiedz 


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości